Los przeciętnego studenta i raczej mizerna kondycja samego ruchu studenckiego w dwadzieścia lat po transformacji nie doczekały się – jak dotąd – niemal żadnych rzetelnych opracowań. Kwestie takie, jak „uniwersytet zaangażowany” czy „demokracja na uczelniach” po dziś dzień stanowią de facto temat tabu w kręgach akademickich, i sami zainteresowani przez ostatnie dwie dekady czynili niewiele lub zgoła nic, by takiemu stanowi rzeczy przeciwdziałać. Równie kiepsko prezentowała się większość organizacji zrzeszających studentów, które zajmowały się głównie organizacją różnorakich imprez, zamiast działać na rzecz poprawy jakości nauki i bytu tych, których reprezentują. Sytuacja ta to tylko odzwierciedlenie marnej kondycji samego polskiego społeczeństwa, wtłoczonego w tryby wolnorynkowej machiny.
Czytaj dalej »